Naprawa finansów

 

O projekcie budżetu na 2002 rok

Gość Rzeczpospolitej. Rzeczpospolita, 5 grudnia 2001.

Jak ocenia pan przedstawiony w Sejmie projekt budżetu i ustaw okołobudżetowych?

Pełna ocena będzie możliwa dopiero w trakcie prac nad budżetem, gdy powstaną niezbędne analizy. Najważniejsza z nich to pytanie o zmianę struktury naszych wydatków publicznych. Z pierwszych wiadomości wynika, że wydatki tnie się "po równo". Tymczasem powinno się chronić klasyczne rozwojowe wydatki państwowe takie jak bezpieczeństwo, wymiar sprawiedliwości, edukacja i infrastruktura - kosztem wydatków socjalnych. Aby nie było tak, że zamiast budować drogi,  przy których pracują ludzie, płaciło się zasiłki tym, którzy tej pracy nie mają.

Sądzę, że oszczędności wynikłe z reorganizacji administracji centralnej mają charakter pozorny, szkoda że nie zabrano się na przykład za Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, który mógłby zostać zdecentralizowany i zasilić budżety województw, dając im większe pole manewru, co częściowo kompensowałoby veto na ustawę o finansach samorządu terytorialnego. Szkoda też, że nie podjęto próby trwałej eliminacji rozlicznych indeksacji wydatków.

Docenić trzeba  natomiast gotowość do oszczędności w obszarze redystrybucji, chociaż - pomny doświadczeń poprzednich koalicji - nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca. Na razie wiadomo, z czym rząd przyszedł, a nie wiemy, z czym z Sejmu i Senatu wyjdzie. Niektóre oszczędności, to cofniecie tych ustaw, które SLD pomógł uchwalić części AWS wbrew rządowi Buzka.

Pozytywnie oceniam starania o utrzymanie w ryzach deficytu oraz rezygnację ze zwiększenia podatku VAT w budownictwie.

Podzielam natomiast  krytyczne uwagi o opodatkowaniu odsetek z oszczędności. Polska ma mało kapitału, poziom oszczędności jest niski. A przecież oszczędności są podstawą stabilizacji gospodarstw domowych i jednocześnie czynnikiem wzmacniającym inwestycje.