Najem lokali - Politykierstwo czy polityka

 

Opublikowane z niewielkimi zmianami w Gazecie Wyborczej z 23-24 marca 2002 r.

Powraca na wokandę publicznej dyskusji ustawa o ochronie lokatorów regulująca najem mieszkań. Dotyczy ona także mieszkań w domach stanowiących własność prywatną. Poza Warszawą władza ludowa nie wywłaszczyła właścicieli kamienic i innych domów, a ograniczyła się do uniemożliwienia im korzystanie ze swej własności i na rozmaite sposoby ustalała, kto ma mieszkać, prowadzić sklep itd w domu wybudowanym kiedyś za prywatne pieniądza. Opłaty pobierał właściciel, ale w wysokości ustalonej przez Rząd. Kwaterunek – jak trafnie określano ten system – został wprowadzony po wojnie – podobnie jak i za II Rzeczpospolitej, która analogiczne rozwiązania, choć bardziej rozsądne, wprowadziła po I wojnie światowej.

Te nadzwyczajne regulacje trwają na ogół bardzo długo i skutecznie paraliżują budowę, a nawet konserwację istniejących domów mieszkalnych. Kamienicznicy słusznie więc zabiegali o rozluźnienie tych ograniczeń, które w istocie sprowadzały się do tego, że przypadkowe osoby – kamienicznicy o różnej kondycji materialnej - zostały w majestacie prawa obciążone pomocą dla innych – także przypadkowo dobranych osób. Obciążenie kogoś koniecznością zapewnienia innym lokalu mieszkalnego za ceną urzędową albo czynsz, którego wzrost był drastycznie ograniczony następowało bez związku z zamożnością właściciela. Posiadanie kamienicy nie zawsze wiązało się z dochodami. Także pomoc socjalna w postaci tańszego mieszkania o różnej wielkości adresowana była do lokatorów biednych i bogatych. W istocie pomoc socjalna dla lokatorów czynszówek finansowana była kosztem zaniechania konserwacji i utrzymania substancji mieszkań czynszowych.

Kwaterunek był stopniowo rozluźniany, po jakimś czasie łaskawie pozwolono właścicielom, aby mogli sami w swych domach mieszkać bez zgody kwaterunku, a potem wynajmować na podstawie umów mieszkania, które się zwolniły. Wreszcie reformy rynkowe przyniosły likwidacje kwaterunku dla celów niemieszkalnych, co uruchomiło rynek lokali użytkowych, ale też zaowocowało ucieczką w wynajmem mieszkań na biura, bo czynsz był rynkowy, a umowa z firmą mogła być rozwiązana, podczas gdy lokatorzy byli chronieni, nawet, gdy nie płacili czynszu. Wprowadzono możliwość stopniowego podwyższania czynszu, ale do granic kosztów odtworzenia oraz pomoc publiczną dla uboższych, aby mogli czynsze płacić.

Wysokość czynszu ustalały gminy – jednakowo dla mieszkań komunalnych jak i dla mieszkań w domach prywatnych niegdyś objętych kwaterunkiem. Wiele gmin wolało ustalać niższe czynsze, płacić mniej zasiłków i dotować utrzymanie mieszkań komunalnych. W ten sposób nadal część wydatków socjalnych udawało się przenosić na właścicieli wynajmowanych w tym trybie mieszkań, a kontynuatorzy wielkiej tradycji ADM-ów nie musieli rachować kosztów, gdyż nadal mieli w ręku dotacje. Orzekanie, czy dla osoby, którą dotyka eksmisja, bo np. nie płaciła czynszu, należy zapewnić gminne mieszkanie socjalne, czy nie - przekazano sądom.

Ustawodawca liczył, że w ten sposób oddzielone zostaną przypadki ludzi biednych i bezbronnych od zwykłych awanturników. Tak się nie stało i sądy nie zawsze broniły bezbronnych, co w dobie rządów prawicy, było ulubionym tematem telewizji publicznej. W rezultacie raczej nieliczne nadużycia przekształcały się w obraz kraju, w którym komornicy dzień w dzień nic nie robią tylko wyrzucają z mieszkań na ulicę obłożnie chorych starców. W 2004 roku miało nastąpić ostateczne zamkniecie doby kwaterunku, co budziło obawy wielu lokatorów, gdyż nie mieli pewności czy podołają czynszom rynkowym. U właścicieli data ta budziła wielką niecierpliwość. Dochodzenie do rynku zasługiwało na poparcie, gdyż tylko w ten sposób można ożywić budownictwo i zaangażować w jego rozwój prywatne oszczędności, a także zapobiec degradacji substancji domów czynszowych – w niektórych miastach całkiem sporej. Jednak kamienicznikom doradzałem cierpliwość i pielęgnowanie osiągniętego kompromisu. Zasady rynkowe i prawo własności muszą działać w kontekście społecznym i nawet najbardziej liberalny rząd nie może sobie pozwolić na ignorowanie egzystencjalnego wymiaru mieszkania dla każdego człowieka, a szybkie pełne przejęcie odpowiedzialności za mieszkania socjalne nie jest ani dobre ani możliwe. Właściciele nie lubili, gdy nawet życzliwi im politycy o tym mówili, nie chcieli oglądać się wokół, aby ogarnąć polityczny horyzont. Niektórzy wierzyli, że prawica wreszcie zrobi porządek, gardząc niewyrazistym stanowiskiem centrum: Unii Wolności. Poszli do Trybunału Konstytucyjnego i wygrali, a wiec Sejm musiał skorygować ustawę. No i skorygował, a że było parę miesięcy przed wyborami, to i lewica i większość prawicy przeciw osamotnionej UW: praktycznie zamroziła czynsze, ograniczyła możliwość rozwiązywania umów i nawiązywania umów krótkoterminowych, rozszerzyła zakaz eksmisji. Ogólnie biorąc, skasowano rynek najmu mieszkań. Jednak rynek ten jest potrzebny, a że nierealne prawo powoduje, ze w ogóle przestaje się go stosować i obyczaje raczej dziczeją niż cywilizują się, rychło okazało się, że trzeba przywrócić zdrowy rozsądek. Parę miesięcy po wyborach planuje to zrobić lewicowy rząd. Budowa domu i jego utrzymanie, a także znalezienie i najem mieszkania to perspektywa wieloletnia. Okazuje się że raczej politykierstwo– krótkookresowa taktyka polityczna - niż polityka, może mieć i ma większe znaczenie dla procesów prawotwórczych dotyczących takich właśnie kwestii, niż razem wzięte: długookresowa polityka mieszkaniowa, prawa ekonomii, niecierpliwość kamieniczników oraz obawy lokatorów.